Kiedyś: Giecek

 

 

 

ARCHIWALNA STRONA GCK

 

 

 

Zdjęcie archiwalne udostępnione dzięki uprzejmości Muzeum Historii Katowic

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„…Żadnych, ten tego, estrad i garderób. Tylko ma być podium dla, nieprawdaż, prezydium i wejście na to podium prosto z mojego gabinetu” M. Smolorz, Wspomnienia…, Katowice 1990, s. 72.

 

 

 


Tak zaczęła się historia gmachu nieprzewidzianych przeznaczeń, której potężna szczęka, wydatnie wysunięta w stronę niespokojnie wycofującego się placu, jakby z gwałtownością nienasyconego drapieżcy odgryzała odeń kęs po kęsie przedwojenną tożsamość.

 

 

W zawrotnym tempie nowa rzeczywistość wymościła sobie wygodne gniazdko (w niewygodnym czasie)… Oto człowiek konstruujący rzeczywistość jednym gestem-słowem, który dzięki niemu miał aspiracje wyrastać ponad innych. Pełen kompleksów, zwykł przeglądać się w lustrze srebrnego ekranu, a przyszłości swej wyglądać przez okno obiektywu, do którego podchodził nieśmiało, z rezerwą, choć powierzał mu swoje nadęte kształty, wierząc, że je wygładzi na przyszłość, nim dosięgnie tronu Warszawy*.

* W słowach tych zawarta została aluzja do samego Zdzisława Grudnia, jego niezaspokojonej potrzeby błyszczenia, odbierania hołdów, człowieka zmanierowanego, pełnego kompleksów czy, jak pisał o nim Kazimierz Kutz, „arcydzieła atrapizmu, stworu spreparowanego przez nędzę tej komuny”. Aby spełnić jego zachcianki, zmarnowano kilometry taśmy filmowej i kliszy.

 

 


Mowa tu oczywiście o Zdzisławie Grudniu, bo trudno pisać o dzisiejszym gmachu Centrum Kultury Katowice inaczej niż w kontekście poczynań człowieka, który w przyszłości bogom miał ambicje rozdzielać miejsca na ówczesnym partyjnym Olimpie, który widział siebie w roli architekta dziejów i prekursora nowych idei. To w jego głowie zrodził się pomysł, który miał się urzeczywistnić w szczytowym momencie kryzysu gospodarczego i być kontrapunktem dla Gierkowskiego Spodka. Dzieło miało stać się widocznym znakiem tworzonej historii (za namową nowej małżonki, Pani Joli, najwyraźniej podtrzymującej mniemanie męża o jego wyjątkowości*) i zostało uformowane na jego — Zdzicha — kształt i podobieństwo.

*W 1975 roku Zdzisław Grudzień zawarł drugie małżeństwo po tym, jak w niewyjaśnionych okolicznościach zmarła jego pierwsza żona Rozalia. Niektórzy widzą w niej inicjatorkę pomysłów „Towarzysza Paluszka”.

 

 


Pewnego dnia December — bo tak w partyjnych kuluarach nazywano złośliwie katowickiego satrapę z Zagłębia — zwrócił się do jednego z zaufanych z pytaniem: „Czy nie uważasz, nieprawdaż, że ten cały ten tego ‘Spodek’ kojarzy się ludziom w Polsce, szczerze i uczciwie mówiąc, tylko z eee Gierkiem? Przecież mnie nie wypada, nieprawdaż, abym ten tego organizował tam spotkań, bo zaraz, ten tego, nieprawdaż, mówią, że żyję w cieniu Edka. Trzeba by wybudować nowy obiekt, który byłby, ten tego, odpowiedni dla naszych spotkań [ze mną]” *.

*M. Smolorz, Wspomnienia…, Katowice 1990, s. 72.

 

 

 

Było to oczywiście jedno z wielu pytań retorycznych, jakie zadawał December. Decyzja była już podjęta. Dzieło miało zaskoczyć wszystkich i być dowodem wielkości fundatora. Ale wkrótce pojawił się jeden, za to zasadniczy problem. U schyłku lat 70. złota era Gierka dobiegała definitywnie końca. Ósma potęga świata chyliła się ku upadkowi, nim jeszcze powstała, a tu nagle w głowie jednego ze stróżów socjalizmu powstał pomysł przewyższający rozmachem jego gigantomanię. Trzeba było więc w jakiś sposób pozyskać pieniądze na ów „zbożny cel”. Postanowiono zatem, iż inwestycji nie wymieni się w żadnym z planów, a koszty „utopi się” w wydatkach ponoszonych na wznoszoną właśnie Huty Katowice. Zaostrzono wszelkie możliwe „środki bezpieczeństwa”, od prasy począwszy, a na lokalnych działaczach skończywszy, by wieść o kolejnym szaleństwie I Sekretarza KW pod żadnym pozorem nie przedostała się do „uszu zaciskającej pasa Stolicy”. Zadbano także, aby piórem nadwornego skryby, Jerzego Sochanika, zapewnić powodzenie przedsięwzięciu i dać odpór tym, którzy, jak się spodziewano, mogą w przyszłości utyskiwać na rozrzutność władzy.

 

 

 

Najmniejszym problemem okazała się lokalizacja nowego „Forum Dezembrum”, które rozsiadło się między gmachem Urzędu Wojewódzkiego a białym domem Komitetu Wojewódzkiego PZPR i miało być połączone specjalną loggią prowadzącą na podium wprost z gabinetu Zdzisława Grudnia. Prace ruszyły na wiosnę 1977 roku. Istniejące w miejscu przyszłej inwestycji budynki zostały ostatecznie w ciągu dziesięciu dni rozebrane, a plac oczyszczony. Całkowitej zagładzie uległa zatem południowa pierzeja ówczesnego Placu Feliksa Dzierżyńskiego *.

*M. Smolorz, Wspomnienia…, Katowice 1990, s. 72.

 

 

 

Bezpowrotnie przerwana została secesyjno-modernistyczna historia tego miejsca (rozebrano piękny, secesyjny pałac, w którym w 1957 roku inaugurowano powstanie Telewizji Katowice, a także otoczony niewielkim ogrodem budynek Hurtowni Wyrobów Tytoniowych, przed wojną należący do najnowocześniejszych gmachów tego typu w Polsce). Wraz z tymi budynkami do lamusa odeszła historia wielu pokoleń, które na dobre wrosły w przestrzeń miasta, zamieszkując znajdujące się w owym kwartale kamienice. Szybko jednak uporano się z tymi problemami. W zawrotnym tempie dzień i noc pracowały bez wytchnienia buldożery i stalowe żurawie. Równie „błahym” problemem okazała się konieczność wstrzymania inwestycji w dziedzinie budowy nowych ośrodków lecznictwa. Fundusze popłynęły bankową aortą na konto KW. Po raz pierwszy też bez żenady przekierowano finansowy strumień zasilający dotąd kasę WPKiW, którego źródłem był stworzony przed laty przez Jerzego Ziętka specjalny Fundusz Społeczny.

 


Jakimż zaskoczeniem dla Dezembra była informacja otrzymana przezeń wiosną 1979 roku, sygnalizująca, że inwestycja jest znowu zagrożona. Ledwie jakiś czas temu uporał się z wizytą Jaroszewicza, a tu kolejna kłoda. Postanowiono więc, że opodatkowani zostaną działacze regionalnej PZPR. Ta decyzja okazała się brzemienna w skutkach. Nie wszyscy bowiem byli skłonni wspierać samobójcze dzieło swego Pryncypała. Wieść doszła do uszu I Sekretarza KC towarzysza Edwarda Gierka. Ten, wściekły, niespodziewanie przybył na Śląsk. Zażądał od zmieszanego Grudnia natychmiastowej kontroli placu budowy. Ostatecznie starcie obu cezarów skończyło się przedzawałową wizytą w „osobistych” klinikach — Grudnia w Ochojcu, a Gierka w Ligocie. Mimo tej tragifarsy, okraszonej później legendą o rzekomej strzelaninie, jaka wywiązała się podobno między ochroniarzami obu Panów, budowa gmachu została dokończona. Niezwykle nowoczesny jak na owe czasy gmach, z wielką salą na 1007 miejsc siedzących, z niebywale rozległym zapleczem (częścią hotelową i gastronomiczną) oraz schronem przeciwatomowym, otworzył swe podwoje 3 grudnia 1979 roku. Warto w tym miejscu przywołać dwie anegdoty zapamiętane przez pracowników Instytucji. Pierwsza mówi o tym, jak to jeden ze znanych śląskich artystów, pominięty w czasie przyznawania miejsc w schronie (owa betonowa arka miała w przyszłości uratować po spodziewanym ataku jądrowym wybranych spośród wybranych), dowodził niczego nierozumiejącym funkcjonariuszom niezbędności jego osoby w przyszłej „galaktyce gwiazd” (zresztą z sukcesem). Druga z legend dotyczy pewnego krytycznego momentu, kiedy to na parę godzin przed otwarciem obiektu okazało się, że marmurowe posadzki nie są wciąż wykończone, w dodatku wkrótce nadjechać miał Pryncypał. Z podjęciem decyzji nie czekano długo. Drogą telefoniczną ściągnięto odpowiednią liczbę dywanów, którymi wyłożono „rozległą ścieżkę” dla I Sekretarza KW. Na pytanie, czemu to wszystko ma służyć, odpowiedziano Dezembrowi, że całość prac została w terminie zakończona, a owe czerwone chodniki mają uświetnić przybycie Włodarza. Po szczęśliwym odjeździe Zdzisława Grudnia dywany szybko zwinięto i zwrócono producentowi.

 

 


W głównej Sali Ośrodka, nazwanego Centrum Kształcenia Ideowo-Wychowawczego Kadr Robotniczych, odbyła się Wojewódzka Konferencja Sprawozdawczo-Wyborcza przed VIII Zjazdem PZPR. O wyznaczonej godzinie, wprost ze swego gabinetu, Zdzisław Grudzień wszedł na podium i zasiadł w prezydium, witany staranie przygotowanymi okrzykami na jego cześć. Radość z wymarzonego Forum nie trwała długo. Rok później „solidarnościowy podmuch społecznego sprzeciwu” zmiótł Dezembra ze sceny politycznej. Pozostała jednak pusta przestrzeń, którą trzeba było szybko wypełnić nową inicjatywą. Czas, który przebudził z letargu polskie społeczeństwo, wymógł jednocześnie na tutejszych artystach i intelektualistach konieczność działania. Ponadto władze regionu zdawały sobie sprawę z potrzeby szybkiej adaptacji tak wielkiego gmachu do nowych zadań. Kultura wydawała się najlepszą inwestycją, ideologicznym batem na niesfornych obywateli, miejscem socjalistycznych igrzysk. W związku z tym 23 marca 1982 roku gmach został przekazany pod zarząd Wojewódzkiej Hali Widowiskowo Sportowej (WHWS), a rok później, 1 lipca, powołano nową instytucję pod nazwą Centrum Kultury w Katowicach. Decyzją Wojewody gen. Romana Paszkowskiego postanowiono, iż przedmiotem działalności tejże jednostki będzie krzewienie kultury na zasadach impresaryjnej działalności estradowej, klubowej i wystawienniczej, czyli, jak czytamy w regulaminie: „[…] placówka służyć ma rozbudzaniu i zaspakajaniu potrzeb kulturalnych mieszkańców poprzez organizowanie wartościowych ideowo i artystycznie imprez. […] Służyć winna realizacji polityki kulturalnej Państwa i socjalistycznemu wychowaniu społeczeństwa” *.

*Statut Centrum Kultury w Katowicach, 28 X 1983, p. 9

 

 

 

Znakomitą część obiektu z ogromną salą koncertową i częścią hotelową wydzielono na działalność artystyczną Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Telewizji 7.

*Od roku 1989 roku zespół ten przemianowano na Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia.

 

 

 

Kilka pomieszczeń przeznaczono na potrzeby Biblioteki Śląskiej. Dziesięć lat później, już w suwerennej Polsce, ówczesny Wojewoda Katowicki Wojciech Czech 30 kwietnia 1993 roku podjął decyzję o zmianie nazwy Instytucji na Górnośląską Macierz Kulturalną. W nowym regulaminie wyjątkowo silny akcent położono na problem krzewienia ideałów narodowych w kontekście działań na forum regionalnym. Wskazano wręcz na konieczność odtworzenia tego, co przez lata socjalistycznej utopii zostało zniszczone po to, by wspierać „orkiestry dęte i zespoły ludowe”. W jednym z wywiadów Kazimierz Kutz tak oceniał „grudniową dekadę”: „Ten łajdak wszystko zniszczył. Nie tylko Ziętka, ale także pewne pozytywne procesy społeczne, tkankę kulturalną, energię społeczną […]” *.

*Od roku 1989 roku zespół ten przemianowano na Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia.

 

 

 

Dokument regulujący zadania Instytucji wiele mówił o konieczności integracji środowisk twórczych (rozbitych w latach poprzednich). Wskazywał na konieczność krzewienia kultury przejawiającej się w „treściach i funkcjach duchowych [zasadnicza nowość w sposobie formowania wytycznych — S.K.], materialnych, przyrodniczych” […]* czy, jak to określano, na „Demaskowanie wartości pozornych, zwłaszcza tandety i miernoty”, co było wyraźną aluzją do minionych dekad.

*Statut Górnośląskiej Macierzy Kulturalnej, rozdział II, p. p. 2.3.

 

 

 

 

 

 

 

 


Po dwóch latach działalności „nowej” Instytucji następca Wojciecha Czecha, Wojewoda Eugeniusz Ciszak, podjął stosowne kroki w celu dokonania zmian w dotychczasowej nazwie, tłumacząc swoją decyzję tym, iż: „Jak widać z perspektywy czasu, [poprzednia zmiana] okazała się niefortunna, a pojęcie macierz, zawarte w nazwie, nie uzyskało aprobaty społecznej […], błędnie sugerując jej zainteresowanie wyłącznie historią regionu. Nowa okazała się tym razem nie tylko nazwa (Górnośląskie Centrum Kultury) ale także artystyczny image i niemal cała struktura. Zmieniająca się rzeczywistość wymusiła na pomysłodawcach szersze spojrzenie na całokształt działalności instytucji kulturalnej, szczególnie w kontekście pojawiających się nowych problemów społecznych. Zadbano także o to, by przedsięwzięcia te docierały do świadomości odbiorców, często nieprzygotowanych do uczestniczenia w kulturze. W świecie tak mocno zmaterializowanym, gdzie problem globalizacji akcentuje swoją obecność niemal we wszystkich aspektach życia, kultura ma do spełnienia niebywałą rolę, także jako siła oczyszczająca (przeszłe niechlubne działania). To wyzwanie przyświeca także i dziś naszej Instytucji, która od 1 lipca 2010 roku, po połączeniu się z Estradą Śląską, funkcjonuje jako Centrum Kultury Katowice. Po katastrofie smoleńskiej, która miała miejsce 10 kwietnia, decyzją Wojewody Śląskiego Zbigniewa Łukaszczyka Centrum Kultury zostało uhonorowane imieniem zmarłej tragicznie Krystyny Bochenek, niestrudzonej Pani Społecznik i dziennikarki Radia Katowice.

 

 


Dzisiaj już ani architektura gmachu, ani jego przeszłość nie wzbudzają dawnych emocji. Stał się on pełnoprawnym uczestnikiem modernistyczno-klasycystycznej architektury katowickiego Forum. Przewietrzone przez ostatnie lata sale budynku uwolnione zostały od „Zdzichowego ducha”. Mogą bez obaw spełniać rolę „pozapartyjnego areopagu kultury”. Odkąd Narratorem stał się suwerenny Naród, trwa tutaj gorący dialog między Śląskiem a Polską. Batuta, pióro, teatralna deska i płótno — wszystko to są nieodzowne atrybuty sztuki (komunikacji), które towarzyszą wernisażom ludzkich myśli. Instytucja kreuje rzeczywistość kulturalną Katowic i Śląska zarówno w przestrzeni kultury wysokiej, jak popularnej.

 

 


Kończąc nasze spotkanie z historią, nie sposób nie wspomnieć o tych, którzy nadawali ton działalności tejże Instytucji i wespół ze swoimi współpracownikami kształtowali jej tożsamość. W latach 1982–1983, odkąd gmach stał się „Arką Kultury”, obiektem zarządzali Justyna Nawrot i J. Kolarczyk. Pierwszym dyrektorem powołanego Centrum Kultury w lipcu 1983 roku (działającego faktycznie od 1 grudnia 1983) została Ewa Mainka-Kalemba, a jej zastępcą Antoni Grzybek. W okresie transformacji funkcję dyrektora pełnili kolejno: od 1992 roku Andrzej Tuziak, następnie na krótko Beata Winiarska, a od roku 1993 Marek Łabno . W latach 1998–2010 dyrektorem był Tomasz Janikowski, a dziś ta zaszczytna, ale i zobowiązująca funkcja została powierzona Pani Izabeli Kosowskiej.

 

 

 

 

Z manii wielkości czyli historia Górnośląskiego Centrum Kultury

 

autor: Sławomir Kaczor

 

Program

 

 

Zmieniliśmy się

w Katowice Miasto Ogrodów

 

 

Ostatnia aktywność

Partnerzy
sliderslidersliderslidersliderslidersliderslidersliderslidersliderslidersliderslidersliderslidersliderslidersliderslidersliderslider
Ta strona używa plików cookies (tzw. ciasteczek). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij